Przejdź do głównej zawartości

Blanka Lipińska - 365 dni

Przyznaję, że nie czytam erotyków. Z reguły odrzuca mnie od takich książek, tak jak niektórych odrzuca od fantastyki. Po prostu książka, w której akcja toczy się tylko wokół seksu, nie jest dla mnie ciekawa.
Jednak "365 dni" Blanki Lipińskiej, to książka, która wywołała burze. Jedni byli zachwyceni, inni oburzeni. Recenzje i dyskusje na temat tej książki atakowały mnie z każdej strony. W dodatku w wielu recenzjach, ich autorzy pisali, że "każda kobieta marzy o takiej przygodzie". O jakiej? Zaciekawiłam się, to przeczytałam.


Massimo Toricelli jest mafiosą. Kilka lat temu, kiedy został ranny w wyniku strzelaniny, miał wizje. Śnił o pięknej kobiecie.... wszyscy myśleli, że te wizje to wytwór wyobraźni, dopóki na Sycylię nie przylatuje Laura Biel. To ona jest dziewczyną ze snów Massima, więc ten ją porywa. Daje jej 365 dni, na pokochanie go. Przez ten czas da dziewczynie wszystko czego zapragnie, każdy luksus o jakim tylko zamarzy, jednak jest jeden haczyk. Jeśli Laura spróbuje ucieczki, ten zabije jej rodziców.

I to by było na tyle jeśli chodzi o fabułę. Dalej są opisy seksu w różnych konfiguracjach, a potem autorka wymienia co Laura miała na sobie w tych chwilach, kiedy seksu nie uprawiała. Przyznam, że o wielu wymienionych w książce markach nawet nie słyszałam, o innych wiedziałam tylko tyle, że są cholernie drogie.

Ok, rozumiem, że w erotykach to nie fabuła gra pierwsze skrzypce, jednak liczyłam, że oprócz seksu chociaż coś będzie się tu działo. W końcu na okładce jest napisane coś o połączeniu "Ojca Chrzestnego" z Greyem. Nie wiem kto wymyślił to hasło, ale ten ktoś zapewne "Ojca Chrzestnego" nie widział na oczy.

Opisy seksu są szczegółowe i wulgarne. Kilka razy dowiadujemy się, że Massimo ma "grubego kutasa". Niemal za każdym razem, kiedy Laura cokolwiek wspomina o tej części ciała mężczyzny określa go mianem "gruby kutas", jakby innych określeń nie znała. Zresztą kiedy czytałam opisy łóżkowe, miałam wrażenie, że czytam zwierzenia jakieś osiedlowej Karyny. Takie to wszystko było wulgarne i pozbawione smaku. Ale przyznaje, że tu się nie znam, może ten gatunek tak ma?

Jeśli zaś chodzi o postacie... to żadna z nich nie wzbudziła mojej sympatii. Massimo to ohydny gwałciciel, a Laura to tępa idiotka, której wystarczy kupić kilka drogich szmat, by ta dała ci dupy. Przypomnę - Laura została porwana. Typ grozi, że zabije jej rodzinę, jeśli ta od niego ucieknie przed upływem roku. Jaka jest reakcja normalnego człowieka? Strach, niedowierzanie, bunt... a tymczasem Laura myśli tylko o tym, jaki Massimo jest przystojny i jak bardzo ją podnieca! A kiedy Massimo zaczyna kupować jej drogie ciuchy, buty i perfumy, to ta zdaje się w ogóle zapomnieć o tym, że jest zakładniczką. No proszę was! Ja rozumiem, toksyczne relacje, chora miłość, a nawet syndrom sztokholmski. Ale tu czegoś takiego nie ma!

Przejdźmy teraz do Massima. Pierwszy rozdział jest pisany z jego perspektywy i na dzień dobry dostajemy opis brutalnego, oralnego gwałtu i to takiego, że nie powstydziliby się go twórcy filmów z rodzaju rape porn. W dalszych rozdziałach, narratorką jest Laura, jednak mnie i tak wyłonił się obraz Massimo, jako ohydnego gwałciciela, przemocowca, który bierze sobie to co chce, nie licząc się z innymi. Nie liczy się ze zdaniem Laury, kiedy ona nie chce on i tak robi z nią co chce. Kiedy oznajmia, że "zerżnie ją w każdy otwór jej ciała", nie pyta czy ona ma na to ochotę. On ją informuje, co zamierza uczynić.

Wspomnę tu też o przyjaciółce głównej bohaterki - Oldze. Kiedy ta przyjeżdża do niej na Sycylię i widzi otaczające ją luksusy, drogie ubrania oznajmia, że Laura powinna być mu wdzięczna za porwanie. No, kurwa mać, serio? Za porwanie? Wielokrotne gwałty?

I tu zmierzam do sedna sprawy - ta książka jest zła nie dlatego, że jest źle napisana. Ta książka jest szkodliwa, bo promuje gwałt. Tu jest ewidentnie pokazane, że związek z gwałcicielem jest OK, pod warunkiem, że ten jest bogaty i może obsypać ofiarę drogimi prezentami. Daję stówę, że gdyby Massimo był zwykłym gościem z osiedla, to większość czytelniczek by się tak nim nie zachwycała. W realnym życiu, kiedy mamy do czynienia z osobą chorobliwie zazdrosną, kontrolującą nas na każdym kroku i do tego skłonną do przemocy, to staramy się od takiej osoby uciec. Jednak Massimo to co innego. Jest obrzydliwie bogaty i daje swojej ofierze prezenty i luksusy, więc jemu wolno.
Pamiętam jak utkwiła mi w pamięci scena, kiedy to Laura przejęła inicjatywę i zdominowała Massima. Potem mu się tłumaczyła, że czasem tak ma i że to nie powtarza się zbyt często. No tak... w innych sytuacjach, Laura nie ma nic do powiedzenia, bo Massimo bierze ją jak chce i kiedy chce.

Swoją drogą nie wiem jakie kobiety marzą o takiej przygodzie. Chyba jakieś puste Karyny, dla których sponsoring nie jest czymś złym :) Pewnie się w tym momencie narażę na hejty, ale nie wyobrażam sobie, by normalne, inteligentne kobiety, które oprócz ciała, mają coś więcej do zaoferowania, marzyły o czymś takim.

Najgorsze jest to, że ta historia ma mnóstwo zmarnowanego potencjału. Opowieść o tym jak Laura spędza z Massimem rok, najpierw się buntuje, ale potem zaczyna działać syndrom sztokholmski, była by bardzo dobra. Gdyby dodać tu więcej elementów thrillera, zrobić porządny research, to z tej książki dałoby się stworzyć coś fajnego. Gdyby autorka mniej stron poświęciła na wymienianie marek ubrań, a wiecej na fabułę, to czytałoby się to lepiej.

Osobiście nie polecam. I nigdy już nie popełnie błędu i po erotyka nigdy nie siegne. A na pewno nie zamierzam czytać zapowiadanej drugiej części historii Massima i Laury. Ble. Fuj. Lepiej obejrzeć "Trudne sprawy" niż tracić czas na takie coś.

Komentarze

  1. Wow, to nieźle pojechałaś po tej książce. A ja z ogromną przyjemnością to przeczytałam, chociaż sama nie znam zawartości „365 dni” i nie zamierzam tego zmieniać. Mowy nie ma. Już samo to, że przyjaciółka głównej bohaterki (teraz pytanie, czy faktycznie nią była) wytyka jej to, że powinna być szczęśliwa z powodu życia w takich luksusach. Serio? Nie ma to jak skakać z radości na myśl o drogim sprzęcie i mieszkaniu w apartamencie, kiedy jest się seksualnym więźniem jakiegoś psychopaty. I jeszcze te przepiękne określenia, które wywołują nie tylko zniesmaczenie, ale również wzbudzają litość... Tak, litość, bo trzeba być bezwzględnie ubogim w słownictwo, aby coś takiego zaserwować czytelnikom. Chyba że autorka wzorowała się na małolatach umieszczających swoją „tfurczość” na Wattpadzie, gdzie także można natknąć się na takie smaczki. Świecie – dokąd zmierzasz?
    DEMONICZNE KSIĄŻKI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małolatom z Wattpada można wybaczyć - jest szansa, że wyrosna z takiej tworczosci :) jednak ta autorka juz nie ma na to szans...

      Usuń
    2. Gorzej jak wezmą z tej autorki przykład i „poszerzą” swoje horyzonty, coby robić jej za konkurencję. :P

      Usuń
  2. Książki nie czytałam, ale bardzo dużo o niej słyszałam. Cały czas się waham, aby sprawdzić o co ten szum. Z drugiej strony czuję, a nawet jestem pewna, że będzie to wielki shit i dostanie ode mnie piękną jedynkę. Nie wiem, czy poświęcać jej czas.
    Zainfekowana książka

    OdpowiedzUsuń
  3. Raz w Biedronce dorwałam tę książkę i zajrzałam do środka. Zaczęłam czytać początek, z tym opisem gwałtu oralnego. Matko moja, kto takie książki pisze. Co z tego, że porywacz, gwałciciel i psychol, ale przecież kupuje apartamenty i drogie ciuchy! Dramat. Nie sądzę, żeby każda kobieta marzyła o przeżyciu takiego "romansu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rachelcia, uwierz mi, ze na wielu forach ksiazkowych przy dyskusji o tej ksiazce, często pada ten argument. Po przeczytaniu tego, jestem po prostu w szoku xD

      Usuń
  4. Książkę miałam w planach ale po twojej recenzji wiem, że nie dotrwałabym nawet do połowy.
    Pozdrawiam cieplutko :)

    bookmaania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja mimo wszystko mam ochotę ją przeczytać ;) Nie gustuję w tego typu literaturze, ale wychodzę z założenia, że raz na jakiś czas jak się przeczyta odmóżdżacz, to nic się nie stanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki nie czytałam i nie mam najmniejszego zamiaru. Autorka tego czegoś osiągnęła moim zdaniem jednak spory sukces, o tej książce mówią wszyscy w naszym małym czytelniczym świecie. Jednym się to podoba inni są oburzeni tak jak Ty, mi wystarcza recenzję innych, żebym była, że po to nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam o tej książce-kolezanka chciała mi ją pożyczyć jednak odmówiłam. Nie interesuje mnie tego typu lektura. Seks w książce? Ok, ale nie tyle i niewiele taki sposób. Absolutnie nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Zupełnie nie moje klimaty, w żadnym wypadku nie biorę pod uwagę spotkania z tą książką. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Osobiście nie jestem skłonna do takiej generalizacji ale w przypadku tej pozycji raczej zachowam stosowny dystans i po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze powiem, że w trakcie lektury recenzji szczęka co chwilę uderzała mi o podłogę. Promocja gwałtu? Życie z gwałcicielem, bo ten kupuje drogie ciuchy? Kto to wydał, na niebiosa? Naprawdę nikt nie zawahał się przy redakcji? Trochę to smutne, że ktoś uznał, że to w porządku... Inna sprawa, że bardzo fajnie podsumowałaś te głupoty i naprawdę zachciało mi się to samej przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie to bylo moim celem xD ale rozumiem, bo mnie tez po takich opiniach naszla ciekawosc, co to za cudo xD

      Usuń
  11. Czytam erotyki ale nigdy nie czytalam Greya więc taki chwyt reklamowy na okladce ksiazki na pewno mnie nie skusi. Są autorki które potrafią pisać o seksie i nie są przy tym wulgarne. Sięgając po taką książkę mam świadomość że mogą się tam pojawic ostrzejsze sceny ale liczę tez na jakąś fajną fabułę. Tej książce mówię NIE!

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety to czasy, kiedy każdy może być autorem książki. Podziwiam, że ją przeczytałaś. Ja nie mam sił i szkoda mi nocy na koszmary o niej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytam ją właśnie, bo po tych wszystkich recenzjach chciałam zobaczyć, o co chodzi i czemu ludzie tak ją bojkotują :D Po tej scenie z pierwszych stron byłam tak zdegustowana, że odłożyłam ją na cały dzień :D Póki co największą frajdę znajdują w wyszukiwaniu wszystkich głupot w tej książce :D Pozdrawiam, Kasikowykurz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Naczytałam się już sporo o tej książce i sama muszę ją przeczytać, aby wrobić sobie zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Słyszałam dużo o tej książce i zdania na jej temat są bardzo podzielone :)

    OdpowiedzUsuń
  16. W końcu znalazłam normalną recenzję tej książki w internecie. I piszą "normalną", mam na myśli taką, którą zauważa, że ta książka promuje gwałt. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

No to kiedy dziecko?

Wczoraj tuż przed snem poszłam zapalić fajeczkę i poprzeglądać fejsa. I trafiłam na post Ewy Chodakowskiej (tak, obserwuje ją na fb, choć z nią nie ćwiczę. Próbowałam, ale nie pokochałam jej treningów xD). Post poruszył bardzo ciekawy temat.



No właśnie. Pytania typu: kiedy dziecko miałam na porządku dziennym jeszcze przed ślubem. I przyznam, że to są najbardziej wkurzające pytania jakie mogą się trafić. Jak odpowiadasz, że nie chcesz, to słyszysz "jak możesz""jesteś kobietą, MUSISZ mieć dzieci"(jakby posiadanie dzieci było jakimś obowiązkiem dla kobiety). Po ślubie te pytania były coraz bardziej natarczywe i chamskie. Miałam tym bardziej przesraną sytuacje, bo moi rodzice nie mieli wtedy żadnych wnuków. Starszy brat, który wziął ślub dziesięć lat wcześniej dzieci nie ma i raczej już mieć nie będzie. O powody takiej decyzji nie pytałam.
Rodzina męża pytała non stop. Kiedy dziecko, kiedy dziecko. Jesteście po ślubie. Zegar tyka. Powinniście mieć dziecko. Każda rozmow…

Najlepszy prezent na Święta

Opowiadanie, które za chwilę przeczytacie napisałam w 2009 roku. Jest stare, jednak bardzo lubię do niego wracać. Ma coś w sobie i jeśli kiedyś miałabym wydać antologię ze starymi tekstami, ten z pewnością by się w niej pojawił. To opowiadanie powstało szybko - usiadłam przy kompie, wiedząc tylko tyle, że chcę napisać tekst związany ze Świętami. I że mój Mikołaj nie będzie stronił od alkoholu. Nie miałam pojęcia co z tego wyjdzie. Napisałam to opowiadanie w jeden dzień. Teraz już nie mam takiego tempa... "Najlepszy prezent na Święta" został opublikowany pierwotnie w magazynie Esensja. Można go przeczytać pod TYM LINKIEM. Ja jednak chciałabym, aby pojawił się też tutaj, w moim kawałku internetu. Zapraszam wszystkich do czytania i zarazem życzę Wesołych Świąt.

Autorem ilustracji jest Łukasz Matuszek ______________________ Nigdy więcej. Nigdy więcej nie tknę wódki, postanowił Mikołaj, otworzywszy oczy. Miał wrażenie, że ktoś położył jego głowę na kowadle i rąbnął wielkim młotem. W…

Gra jak film

Miłośnicy gier mogą wybierać i przebierać. Nieważne, czy szukają czegoś na komputer, czy też na Xboxa bądź Play Station. Gier jest multum. Mają niesamowitą grafikę, skomplikowane (albo i nie) zadania, można przeżyć mnóstwo przygód. Jednak mnie osobiście nudzą gry, które nie mają fabuły. Bez dobrej historii, bez klimatu, nawet najlepsza grafika nie sprawi, że się wkręcę i że będę chciała z daną grą spędzić kilka godzin.

Na szczęście Uncharted nie ma tego problemu. Jest tu klimat, jest historia i dzieje się naprawdę dużo.
Ale zacznijmy od początku.

Bohaterem gier z serii Uncharted jest Natan Drake, złodziej i poszukiwacz przygód. W każdej z trzech części on, wraz z przyjacielem Victorem Sullivanem, pakuje się w kłopoty spowodowane właśnie chęcią odnalezienia starożytnych bogactw. Cóż, nie tylko oni chętnie by się wzbogacili odnajdując chociażby El Dorado, albo Shambalę. A konkurencja nie waha się przed niczym.



Gra jest bardzo dynamiczna. Pełno jest pościgów, strzelanin, a walk wręcz. Za…